Do roboty! Królu złoty!

Minęły wakacje, a pogoda za oknem już od samego rana przypomina, że lato już za nami i na kolejne słoneczne dni będzie trzeba trochę poczekać. Wracam więc z powrotem do blogowania po solidnym odpoczynku, z nową porcją energii i sporymi zmianami w życiu. No to co tam u mnie słychać?

Okres wakacyjny był dla mnie tym momentem w życiu kiedy uświadomiłem sobie, że obecna praca przestała mnie cieszyć, a moje nastawienie z dnia na dzień jest coraz gorsze. Wiecie, przychodzicie zmęczeni do pracy mimo iż przecież dzień dopiero się zaczął, a zadania które są przed Wami stawiane nie są żadnym wyzwaniem. Baaa wydają się banalne, ale Wy i tak je rozciągacie w czasie. Dlaczego? Bo Wam się po prostu nie chce, bo to głupie, bo coś tam. Zawsze znajdzie się pretekst, byleby nie stać po kostki w szambie jakie przygotowała Wam firma. Wydaje mi się, że taki stan rzeczy to idealny moment aby postanowić coś zmienić, bo dalsze odkładanie takiego problemu wpływa także na życie poza pracą. Ja wracałem do domu i czułem się styrany jakbym przerzucił kilka ton węgla, a przecież po prostu się tylko nudziłem.

Postanowiłem więc pożegnać się z obecną pracą i zamieniłem duże korpo na mniejsze korpo (przynajmniej takie mam póki co wrażenie po kilku dniach). Ale dostrzegam, że atmosfera jest tutaj bardziej IT niż w banku, a projekt który mnie czeka jest interesujący i będzie się można wiele nauczyć. Otaczają mnie też osoby, które rozmawiają o rzeczach których nie ogarniam, a to też świadczy o tym, że czeka mnie huragan zmian. Środowisko jest bardziej „światowe”, że się tak wyrażę i będzie trzeba pomęczyć się trochę rozmawiając po angielsku. To zawsze była dla mnie pięta achillesowa, bo zwyczajnie uważam, że jestem w tym słaby (ale może to tylko moje wrażenie).

Z innej beczki. Oświadczyłem się swojej wybrance i powoli skorupka otaczająca mnie, nieświadomego życia programisty i nierozumiejącego innych ludzi człowieka, zaczyna sukcesywnie pękać. Przede mną jeszcze wiele doświadczeń, które dla innych są normalnością, a dla mnie czymś niezwykłym… ale cóż, taka moja uroda.

I tym krótkim, rozruchowym wpisem reaktywuję bloga i zapraszam do śledzenia, bo z pewnością będę miał co opisywać.

Bajo!